Chodzenie po ogniu nie jest czymś powszechnym, co każdy robi na co dzień. Zwykle decydują się na nie ludzie wyjątkowi i nieprzeciętni. Ludzie, którzy mają swój cel w życiu i mają do życia pozytywne nastawienie.
Polega ono na przejściu boso po rozżarzonych węglach o temperaturze 500-800°C. Jest to normalne zjawisko, dające się wytłumaczyć prawami fizyki, nie mające nic wspólnego z jakąkolwiek religią, magią, iluzją czy też stosowaniem nadnaturalnych mocy.

Po ogniu chodzić może praktycznie każdy. Jest to doskonała okazja, aby przezwyciężyć głęboko tkwiące w podświadomości lęki. Daje to ogromne możliwości w pracy z umysłem.
Pozwala uwierzyć w siebie , aby w przyszłości stawiać czoła problemom, które jeszcze przed chwilą wydawały się nie do pokonania. Wspólne dokonanie czegoś, co z natury wydaje się niemożliwe do zrobienia, wyzwala w uczestnikach ich ukryty potencjał i daje im motywację do zmierzenia się z nowymi, nieznanymi i często trudniejszymi zadaniami.

Z tych powodów chodzenie po ogniu stało się bardzo ważnym elementem szkoleń motywacyjnych dla osób nastawionych na osiąganie sukcesów, jak też elementem integracyjnym dla pracowników firm czy też grup znajomych.




Chodzenie po ogniu zwykle zaczyna się od wspólnego układania ogniska.



Ognisko zwykle pali się bardzo efektownie co wzbudza strach i respekt dla siły ognia, nawet u największych twardzieli.



Nawet gdy ognisko już się dopala, efekt siły ognia nadal jest niesamowity.



Po jego spaleniu powstaje węgiel drzewny , który po uformowaniu do postaci ścieżki , osiąga temperaturę 500-800°C.



Najwyższy czas, aby przełamać strach i przejść po rozżarzonej ścieżce z węgla drzewnego.

Zobacz filmy z chodzenia po ogniu.



Warsztaty - Nowa Wieś Przywidźka 2014 r.



Warszawa - październik 2016 r.



Poniżej relacja jednej z uczestniczek chodzenia po ogniu.

Dzisiaj pragnę się z Wami podzielić niezwykłym doświadczeniem sprzed dwóch lat, mianowicie, chodzeniem po ogniu. Sama się jeszcze wtedy nie spodziewałam, że będzie to dla mnie takie niesamowite. Miało to miejsce na majówce organizowanej przez Jana Szeligę w miejscu mocy, kopalni kwarcu w Kraskowie. Tego dnia czułam, jakby ogień się ze mną drażnił. Z którejkolwiek strony ogniska bym nie siadła, tam dym leciał prosto w moją stronę. Do tego w głowie miałam pełno wątpliwości. Wiedziałam, że wiele może zależeć od nastawienia i z obawy przed poparzeniem, stwierdzając, że nie potrafię się tego dnia dogadać z duchem ognia, postanowiłam zrezygnować z chodzenia po ogniu.
Przygotowaniom do rytuału przyglądałam się z boku, czując powagę całej sytuacji. Jan pokazywał wszystkim jak odpowiednio stawiać kroki i potem sprawdzał każdego, po kolei, czy jest gotowy na przejście przez ścieżkę żaru. Kiedy każdy już wiedział, jak odpowiednio przejść przez żar, nasz przewodnik z dogasającego ogniska, przygotował dla wszystkich ścieżkę. Wyglądało to niesamowicie. Żar pięknie tańczył po węgielkach sprawiając wrażenie wizualizacji.
Moim celem i intencją uczestniczenia w tej magicznej majówce było pozbycie się strachu, nabranie odwagi i siły do działania, dlatego, kiedy pierwsza osoba przeszła po ścieżce żaru i Jan, czekający na nią po drogiej stronie wypowiedział słowa “Teraz możesz wszystko”, poczułam, jakby ktoś dał mi w twarz i krzyknął “obudź się, przecież po to tu jesteś, przejdź przez ten ogień!”. Potrzebowałam jednak chwili na to, żeby podjąć decyzję.
Póki co nadal się przyglądałam i próbowałam zrobić jakieś zdjęcia. Kilka osób po przejściu zachęcało mnie do tego. Też chciałam to poczuć. Też chciałam się przemóc, zrobić to nie zważając na wcześniejsze przeczucia, które nie miały już dla mnie znaczenia.
Zdecydowałam, że przejdę. Jan się zgodził. Zdjęłam buty, pochodziłam boso po trawie i w końcu to zrobiłam. Weszłam, przy pierwszych dwóch krokach poczułam ciepło pod stopami, potem szło mi się jak po ziemi, zupełnie nie czułam wysokiej temperatury. Z uśmiechem na twarzy kroczyłam przed siebie po ścieżce o temperaturze kilkuset stopni, z dłońmi ułożonymi w mudrę wiedzy, czułam jak ogrom emocji przeze mnie przepływa. Na końcu czekał na mnie Jan, gdy usłyszałam słowa “Teraz możesz wszystko”, łzy napłynęły mi do oczu, a twarz promieniała radością. Byłam szczęśliwa, wypełniła się moja intencja. Dostałam energię, której potrzebowałam do działania, nabrałam odwagi.
Tego wieczoru udało mi się jeszcze ze 2-3 razy przejść zanim skończyliśmy firewalking. Na stopach nie miałam żadnych śladów poparzeń, jedynie jeden malutki pęcherzyk, który w niczym mi nie przeszkadzał, ani nie bolał. Na pewno chodzenie po ogniu mogę polecić każdemu, kto... właściwie to każdemu. Oczywiście pod warunkiem, że będzie to robił pod okiem odpowiedniej osoby, która go do tego przygotuje w odpowiedni sposób. Takie rzeczy należy robić “z głową”.
Rachela Dylik




Rachela przechodzi po ścieżce ognia.

© FHU "Magnetoit" projekt Magnetoit